| |
Uparcie wracala do tego tematu, a oczy
juz nam porzadnie blyszczaly. W koncu podszedlem do niej i
ja pocalowalem. Caridad wstala, i to z taka ochota, jakiej
bym nigdy sie po niej nie spodziewal. Calowalismy sie dlugo
i gleboko, a potem wsadzilem jej reke miedzy nogi. Byla calkiem
wilgotna. Cieklo z niej po prostu. Nie wytrzymalem. Byla jednak
zbyt gruba, by robic to na stojaco. Popchnalem ja na lózko
i dopiero tam jej wpakowalem kutasa.
Cale ich mieszkanie bylo pelne gnoju. Choc
dopiero od paru lat tam mieszkali, wszystko smierdzialo kurzym
gównem i swiniami, które hodowali na tarasie.
Lazienka lepila sie od brudu i chyba od poczatku nikt jej
nigdy nie sprzatal. Mnie to nie przeszkadza. Murzyni juz tacy
sa. Przyszedlem, bo chcialem sie zobaczyc z Hayda, ale zastalem
tylko Caridad. Pogadalismy troche. Staly repertuar: zarcie,
dolary, bieda, glód, Fidel, kto wyjechal, kto zostal,
Miami.
Kiedys mielismy z soba taki drobny flircik.
Nic specjalnego, poszlo blyskawicznie. Bylo to juz dawno.
Spedzilismy razem caly dzien, czekajac na autobus do Hawany.
Gdy w koncu dostalismy sie do któregos z rzedu, byl
juz wieczór. Po drodze urzadzilismy sobie male bachanalie
przy fontannach spermy. Bylismy mlodzi, a za mlodu czlowiek
jest rozrzutny, bo nie mysli, ze w koncu cos mu sie moze wyczerpac.
No i dobrze, bo chocby oszczedzal, na starosc i tak mu zabraknie.
Dojechalismy do Hawany i Caridad najwyrazniej czekala, az
pójdziemy do jakiegos pokoju na godziny i dokonczymy
wszystko w lózku jak trzeba. Ale nie. Ja jestem raczej
bialy i mialem wtedy takie pieprzone poczucie obowiazku, przez
które tracilem wiele naprawde waznych rzeczy. Wpojono
mi do glowy za duzo dyscypliny, odpowiedzialnosci i nieugietych
zasad polaczonych z potezna dawka despotyzmu. Fajnie, ze mam
juz ten etap za soba.
No i ona wtedy sie obrazila. Kobiety —
zwlaszcza czarne — nie lubia niczego odwlekac. Pomyslala,
ze ja wszystko robie tylko do polowy, i pózniej juz
nigdy nie dala sie namówic. W tamtych czasach byla
mistrzynia w tenisie i miala jakies osiemnascie lat. Podrózowala
po swiecie, byla ladna i jej kariera niezle sie zapowiadala.
Faktycznie ja robila, i to szybko. W kazdym razie nie chciala
juz o mnie slyszec.
Potem poznalem jej siostre Hayde i rozpoczelismy
romans, który trwal dwadziescia lat. Oczywiscie z przerwami.
Hayda jest zupelnie inna: bardzo chuda i wysoka Murzynka.
Pracuje jako pielegniarka spoleczna w poliklinice i musialo
jej to wyostrzyc jakies wewnetrzne wlókna. W dziecinstwie
miala wypadek z naftowym prymusem i zostaly jej blizny po
prawej stronie ciala, od szyi az po biodro. Jest niepewna
siebie, nieufna, troche neurotyczka, ale na pewno nikomu nie
zrobilaby swinstwa. Jej skóra ma cholernie mocny zapach.
Bardzo czarni Murzyni zawsze tak cierpko i zbyt ostro pachna.
W kazdym razie przez lata przeszkadzalo mi to wsadzic jezyk
w jej dziure. Hayda jest jednak bardzo napalona. Tutaj nie
ma zadnych zahamowan. Moze zrobic wszystko. Pózniej
jeszcze o niej opowiem.
Teraz mialem przed soba Caridad. Dwadziescia
lat po tamtej autobusowej przygodzie. Wlasciwie pózniej
byla jeszcze jedna: wtedy Caridad miala juz meza, urodzila
córke, byla gruba, piersiasta i wszedzie obrosnieta
tluszczem. Byla trenerka i caly czas mówila o swej
pracy, jak to wszyscy zle ja traktuja, ze juz nigdzie nie
wyjezdza i ze jej maz to prózniak, który w weekendy
potrafi tylko grac w baseball. „Oni nie sa wobec mnie
w porzadku, a ja przeciez nikomu nie zrobilam krzywdy. To
zazdrosc. To po prostu cholerna zazdrosc”.
Zmuszalem sie do sluchania tej kretynskiej
gadaniny, bo liczylem, ze lada moment przyjdzie Hayda. Caridad
postawila na stole butelke wódki z gwajawy i zaczelismy
pic. Doszlismy do polowy, a Haydy ciagle nie bylo. Caridad
mnie namawiala, zebym napisal taki dluzszy reportaz o niej
z czasów jej wielkiej tenisowej kariery. Uparcie wracala
do tego tematu, a oczy juz nam porzadnie blyszczaly. W koncu
podszedlem do niej i ja pocalowalem. Caridad wstala, i to
z taka ochota, jakiej bym nigdy sie po niej nie spodziewal.
Calowalismy sie dlugo i gleboko, a potem wsadzilem jej reke
miedzy nogi. Byla calkiem wilgotna. Cieklo z niej po prostu.
Nie wytrzymalem. Byla jednak zbyt gruba, by robic to na stojaco.
Popchnalem ja na lózko i dopiero tam jej wpakowalem
kutasa. W sumie gówno z tego wyszlo, bo bylem zbyt
napalony, zeby na nia czekac. Spuscilem sie od razu. Gdy zdalem
sobie sprawe z tej mojej katastrofy, próbowalem dalej
to ciagnac, ale zrobilo sie jakos nerwowo. Gdyby teraz nagle
pojawil sie jej maz, zatluklby nas tym swoim baseballowym
kijem. Facet byl silnym Murzynem. Nie tyle nawet duzym, ile
niezle napakowanym.
No dobrze. Ubralismy sie i usiedlismy znowu
przy drzwiach otwartych na ulice. Nalalem sobie jeszcze troche
wódki i zaraz potem poszedlem.
Pózniej opowiedzialem to Haydzie.
Po pewnym czasie dopiero i jako cos bez znaczenia. Do tej
pory zreszta wydaje mi sie, ze ja sam dla Haydy nie znaczylem
zbyt wiele. Miala to byc taka zabawna historia. W zyciu nie
skonczylem pieprzenia tak zalosnie i w tak ekspresowym tempie.
Wygladalo, ze Hayda przelknela to gladko, ale pózniej
zrobila Caridad awanture. Ze niby ta upija kochanka swej siostry,
by potem sie z nim pieprzyc. Ot, taka babska zazdrosc. Ja
nie rozumiem kobiet. Maja w sobie za duzo prymitywnego egoizmu
rodem z bulwarowych komedii. Czlowiek powinien byc zazdrosny
o cos, co jest naprawde tego warte. Co jest autentycznie wazne.
Nie mozna sie rozdrabniac i byc zazdrosnym o wszystko. Kobiety
tak jednak nie mysla. Potrafia byc równoczesnie zazdrosne
o meza, o kochanka i o jakas pare z przeciwka. Tak samo zaciekle.
Znaja sie na zyciu. A moze maja po prostu duzo praktycznego
zmyslu.
Dlugo o calej tej historii nie bylo miedzy
nami mowy. Byla sekretem nas trojga. Ale oto dzis znów
bylismy sami, Caridad i ja. Córeczka bawila sie na
ulicy, a maz gdzies sie wlóczyl. Byl, zdaje sie, na
rybach. Na razie dal sobie spokój z baseballem. Cos
mnie skusilo, by palnac: „Ach, gdyby tu byla jakas butelka…
Pamietasz?”
—Nie, nic z tego. Nawet gdyby tu
byla butelka.
—Dlaczego?
—Bo niektórzy, gdy sie napija,
przestaja byc mezczyznami. Maja za dlugi jezyk. O wszystkim
musza gadac.
No i zaczelo sie. O malo co nie wykopala
mnie z domu. Jestem wedlug niej zwyklym gnojkiem, bo wygadalem
sie jej siostrze. A poza tym to ona ma do mnie wieksze prawo,
bo byla pierwsza. Strasznie to skomplikowane. Nigdy nie bylem
zbyt mocny w tych wszystkich wartosciach etycznych, prawach
i obowiazkach. Jestem cynikiem. Tak jest prosciej. Przynajmniej
dla mnie jest prosciej.
Wreszcie udalo mi sie jakos zmienic temat.
Zeszlo na Brazylie. Caridad dostala propozycje, by przez rok
trenowac malych Brazylijczyków w jakims miescie pod
Sao Paulo. Sprawdzilismy to miasto na mapie. Wyglada, ze jest
rzeczywiscie niedaleko. „Dam ci pare listów do
moich przyjaciól w Sao Paulo. Spotkasz sie z nimi i
oni ci pomoga. To bardzo fajni ludzie”. Troche sie uspokoila,
a potem nawet odprowadzila mnie pare przecznic. Hayda mieszkala
na samych peryferiach i szlo sie do niej spory kawal drogi.
W koncu Caridad zostawila mnie i powiedziala: „Dalej
pójdziesz prosto. Po drodze bedzie takie stare mango
i tam skrecisz w lewo, a potem zapytasz o cegielnie”.
Tak tez zrobilem. Przeszedlem przez to
cale osiedle, w którym mieszkali naprawde biedni ludzie,
ale przynajmniej odpowiadali na moje pytania i wyprowadzili
mnie z tego labiryntu blaszanych baraków, przegnilych
drewnianych bud i slumsów z odpadów z cegielni.
Hayda akurat sie kapala. Otworzyla mi drzwi w samych majtkach
i biustonoszu. Byla jeszcze mokra. Nie wiem, czy w ogóle
zamienilismy choc pare slów. Od razu zaczelismy od
rzniecia. Fajnie bylo. Kilka razy pozwolilem jej dojsc. Najpierw
jezykiem. Az trudno uwierzyc, ale to juz jej wystarcza. Eksploduje,
gdy tylko jej przejade jezykiem po lechtaczce. To byl dopiero
pierwszy orgazm. Bez pospiechu robilem dalej swoje. Lubie
te kobiete. Potem zwykle odwraca sie i staje na czworakach,
bym mógl jej wsadzic od tylu. Juz dawno sie domyslilem,
ze z mezem — od trzech lat byla mezatka — nie
moze sobie na to pozwolic. Murzynski kutas to murzynski kutas
i nie do wszystkich akrobacji sie nadaje. Cholernie sie pocilismy.
Mieszkanie Haydy to ciasna i niska nora. Dwa pokoiki i lazienka.
W koncu juz nie wytrzymalem i wystrzelilem. Wszystko bylo
jak zwykle. Zawsze gdy sie spuszczam, krzycze jak zdesperowany
i autentyczny wariat. Jakbym wzlecial pod slonce, a potem
runal na ziemie. Jak Ikar, któremu roztopily sie skrzydla.
Uf! Skonczylismy. Wyczerpani, przez dluzsza chwile lezelismy
na plecach i patrzylismy w sufit. Prawde mówiac, to
ja bylem wyczerpany, bo ona chyba nie bardzo. Ona jest niezmordowana.
Dla niej dziesiec orgazmów pod rzad to nic. Zawsze
chcialaby jeszcze. Przerazliwy byl jednak ten upal.
—Skorzystaj, ze jest woda, i umyj
sie — powiedziala.
Nigdzie nie widzialem mydla, wiec zapytalem
o nie.
—Nie ma mydla, Pedrito. Juz zapomnialam,
kiedy bylo.
—I co? Myjesz sie sama woda?
—A co mam robic?
Nalalem wody do blaszanej puszki i kilka
razy polalem sie z góry na dól. Niewiele to
pomoglo. Sama woda nie zmywa potu i caly ten jego zapach pozostaje.
Wytarlem sie i ubralem. Hayda zrobila to samo. Usiedlismy,
by troche porozmawiac.
—Chyba pojade do Hawany, by zapolowac
na ulicy. Ja juz tak dluzej nie moge.
—Zwariowalas? Ty sie nie nadajesz,
do tego trzeba miec specjalny dryg…
—Ale posluchaj… Zostaly mi
dwie pary majtek, i to calkiem podartych. Zupelne sito. Nie
mam mydla, nie mam jedzenia, nie mam nic. W tej mojej poliklinice
pracuje chyba z rozpedu. Sama nie wiem, po co. Tak sie nie
da zyc… A do tego mój maz to kompletny glupek…
Ja go juz nie trawie.
—Hayda, on niekoniecznie jest glupek.
Po prostu takie sa czasy. Nie jest latwo zdobyc pare dolarów.
—Wiem. Ale trzeba sie przynajmniej
postarac. Jasne, ze nikt ci ich sam nie przyniesie. On nie
robi nic. Siadzie sobie przed domem, zapali, golnie rumu,
jak akurat jest. Uchleje sie jak swinia. A potem nie jest
nawet w stanie sie pieprzyc. Po cholere mi taki maz?
—Kurwa mac! A nie móglby tak
sobie sprawic wieprzka? Pohodowac go, sprzedac… Pokombinowac
troche.
—Skad! Nie. On nie zrobi nic, palcem
nie ruszy. Czasami mi sie wydaje, ze to jakis cofniety umyslowo…
No wiec co ty na to? Gdybym tak pojechala do Hawany…?
—Sluchaj, daj sobie spokój.
Nawet o tym nie mysl. Rynek jest juz zapchany. W Hawanie masz
kupe dwudziestek, które wygladaja jak modelki. Sliczne
i zgrabne dziewuchy, które potrafia robic takie rzeczy,
o jakich sie tobie nie snilo. Maja uklady z policja, z taksówkarzami,
z portierami w hotelach. W ogóle o tym zapomnij.
—Kurde, Pedro, no to co ja mam robic?
Podsunalem jej pomysl, by cos pichcila
na sprzedaz. Wszyscy w Hawanie chodzili wyglodzeni. Za cokolwiek
do zarcia placiliby jak za woly.
—Sluchaj, ja ci pomoge. Znam ludzi,
którzy maja zielone i sa gotowi je wydac, byle tylko
cos wrzucic na ruszt. No cóz, raz na tydzien bedziesz
musiala przyjechac do Hawany… Niewielka fatyga.
Gadalismy jeszcze, az zrobilo sie ciemno.
Myslalem, ze w koncu przyjdzie jej maz. Moglibysmy sie upic
w trójke, moze troche potanczyc. A potem bysmy sie
pobawili. Ona w lózku zawsze mi o tym opowiada. Mówi,
ze chetnie by sie przespala z nami obydwoma. Ja wzialbym ja
od tylu, a on od przodu. Bardzo sie napalam, kiedy o tym slysze.
W koncu jednak facet sie nie pojawil, wiec wyszedlem. Wygladalo,
ze na wieczór Hayda ma tylko troche ryzu, i jakos glupio
mi bylo. Potem juz nie mialem z nia kontaktu. Minelo pare
miesiecy i nie przyjechala do Hawany. Niektórzy maja
chyba jakis defekt w mózgu. Zupelnie nie umieja robic
interesów i w koncu umieraja z glodu.
© Pedro Juan Gutiérrez
Fragment ksiazki Brudna
trylogia o Hawanie
|