Inicio
 
   
  Trilogía sucia de La Habana (Fragment)  
 
Dwie siostry i posrodku ja
Pedro Juan Gutiérrez

Uparcie wracala do tego tematu, a oczy juz nam porzadnie blyszczaly. W koncu podszedlem do niej i ja pocalowalem. Caridad wstala, i to z taka ochota, jakiej bym nigdy sie po niej nie spodziewal. Calowalismy sie dlugo i gleboko, a potem wsadzilem jej reke miedzy nogi. Byla calkiem wilgotna. Cieklo z niej po prostu. Nie wytrzymalem. Byla jednak zbyt gruba, by robic to na stojaco. Popchnalem ja na lózko i dopiero tam jej wpakowalem kutasa.

Cale ich mieszkanie bylo pelne gnoju. Choc dopiero od paru lat tam mieszkali, wszystko smierdzialo kurzym gównem i swiniami, które hodowali na tarasie. Lazienka lepila sie od brudu i chyba od poczatku nikt jej nigdy nie sprzatal. Mnie to nie przeszkadza. Murzyni juz tacy sa. Przyszedlem, bo chcialem sie zobaczyc z Hayda, ale zastalem tylko Caridad. Pogadalismy troche. Staly repertuar: zarcie, dolary, bieda, glód, Fidel, kto wyjechal, kto zostal, Miami.

Kiedys mielismy z soba taki drobny flircik. Nic specjalnego, poszlo blyskawicznie. Bylo to juz dawno. Spedzilismy razem caly dzien, czekajac na autobus do Hawany. Gdy w koncu dostalismy sie do któregos z rzedu, byl juz wieczór. Po drodze urzadzilismy sobie male bachanalie przy fontannach spermy. Bylismy mlodzi, a za mlodu czlowiek jest rozrzutny, bo nie mysli, ze w koncu cos mu sie moze wyczerpac. No i dobrze, bo chocby oszczedzal, na starosc i tak mu zabraknie. Dojechalismy do Hawany i Caridad najwyrazniej czekala, az pójdziemy do jakiegos pokoju na godziny i dokonczymy wszystko w lózku jak trzeba. Ale nie. Ja jestem raczej bialy i mialem wtedy takie pieprzone poczucie obowiazku, przez które tracilem wiele naprawde waznych rzeczy. Wpojono mi do glowy za duzo dyscypliny, odpowiedzialnosci i nieugietych zasad polaczonych z potezna dawka despotyzmu. Fajnie, ze mam juz ten etap za soba.

No i ona wtedy sie obrazila. Kobiety — zwlaszcza czarne — nie lubia niczego odwlekac. Pomyslala, ze ja wszystko robie tylko do polowy, i pózniej juz nigdy nie dala sie namówic. W tamtych czasach byla mistrzynia w tenisie i miala jakies osiemnascie lat. Podrózowala po swiecie, byla ladna i jej kariera niezle sie zapowiadala. Faktycznie ja robila, i to szybko. W kazdym razie nie chciala juz o mnie slyszec.

Potem poznalem jej siostre Hayde i rozpoczelismy romans, który trwal dwadziescia lat. Oczywiscie z przerwami. Hayda jest zupelnie inna: bardzo chuda i wysoka Murzynka. Pracuje jako pielegniarka spoleczna w poliklinice i musialo jej to wyostrzyc jakies wewnetrzne wlókna. W dziecinstwie miala wypadek z naftowym prymusem i zostaly jej blizny po prawej stronie ciala, od szyi az po biodro. Jest niepewna siebie, nieufna, troche neurotyczka, ale na pewno nikomu nie zrobilaby swinstwa. Jej skóra ma cholernie mocny zapach. Bardzo czarni Murzyni zawsze tak cierpko i zbyt ostro pachna. W kazdym razie przez lata przeszkadzalo mi to wsadzic jezyk w jej dziure. Hayda jest jednak bardzo napalona. Tutaj nie ma zadnych zahamowan. Moze zrobic wszystko. Pózniej jeszcze o niej opowiem.

Teraz mialem przed soba Caridad. Dwadziescia lat po tamtej autobusowej przygodzie. Wlasciwie pózniej byla jeszcze jedna: wtedy Caridad miala juz meza, urodzila córke, byla gruba, piersiasta i wszedzie obrosnieta tluszczem. Byla trenerka i caly czas mówila o swej pracy, jak to wszyscy zle ja traktuja, ze juz nigdzie nie wyjezdza i ze jej maz to prózniak, który w weekendy potrafi tylko grac w baseball. „Oni nie sa wobec mnie w porzadku, a ja przeciez nikomu nie zrobilam krzywdy. To zazdrosc. To po prostu cholerna zazdrosc”.

Zmuszalem sie do sluchania tej kretynskiej gadaniny, bo liczylem, ze lada moment przyjdzie Hayda. Caridad postawila na stole butelke wódki z gwajawy i zaczelismy pic. Doszlismy do polowy, a Haydy ciagle nie bylo. Caridad mnie namawiala, zebym napisal taki dluzszy reportaz o niej z czasów jej wielkiej tenisowej kariery. Uparcie wracala do tego tematu, a oczy juz nam porzadnie blyszczaly. W koncu podszedlem do niej i ja pocalowalem. Caridad wstala, i to z taka ochota, jakiej bym nigdy sie po niej nie spodziewal. Calowalismy sie dlugo i gleboko, a potem wsadzilem jej reke miedzy nogi. Byla calkiem wilgotna. Cieklo z niej po prostu. Nie wytrzymalem. Byla jednak zbyt gruba, by robic to na stojaco. Popchnalem ja na lózko i dopiero tam jej wpakowalem kutasa. W sumie gówno z tego wyszlo, bo bylem zbyt napalony, zeby na nia czekac. Spuscilem sie od razu. Gdy zdalem sobie sprawe z tej mojej katastrofy, próbowalem dalej to ciagnac, ale zrobilo sie jakos nerwowo. Gdyby teraz nagle pojawil sie jej maz, zatluklby nas tym swoim baseballowym kijem. Facet byl silnym Murzynem. Nie tyle nawet duzym, ile niezle napakowanym.

No dobrze. Ubralismy sie i usiedlismy znowu przy drzwiach otwartych na ulice. Nalalem sobie jeszcze troche wódki i zaraz potem poszedlem.

Pózniej opowiedzialem to Haydzie. Po pewnym czasie dopiero i jako cos bez znaczenia. Do tej pory zreszta wydaje mi sie, ze ja sam dla Haydy nie znaczylem zbyt wiele. Miala to byc taka zabawna historia. W zyciu nie skonczylem pieprzenia tak zalosnie i w tak ekspresowym tempie. Wygladalo, ze Hayda przelknela to gladko, ale pózniej zrobila Caridad awanture. Ze niby ta upija kochanka swej siostry, by potem sie z nim pieprzyc. Ot, taka babska zazdrosc. Ja nie rozumiem kobiet. Maja w sobie za duzo prymitywnego egoizmu rodem z bulwarowych komedii. Czlowiek powinien byc zazdrosny o cos, co jest naprawde tego warte. Co jest autentycznie wazne. Nie mozna sie rozdrabniac i byc zazdrosnym o wszystko. Kobiety tak jednak nie mysla. Potrafia byc równoczesnie zazdrosne o meza, o kochanka i o jakas pare z przeciwka. Tak samo zaciekle. Znaja sie na zyciu. A moze maja po prostu duzo praktycznego zmyslu.

Dlugo o calej tej historii nie bylo miedzy nami mowy. Byla sekretem nas trojga. Ale oto dzis znów bylismy sami, Caridad i ja. Córeczka bawila sie na ulicy, a maz gdzies sie wlóczyl. Byl, zdaje sie, na rybach. Na razie dal sobie spokój z baseballem. Cos mnie skusilo, by palnac: „Ach, gdyby tu byla jakas butelka… Pamietasz?”

—Nie, nic z tego. Nawet gdyby tu byla butelka.

—Dlaczego?

—Bo niektórzy, gdy sie napija, przestaja byc mezczyznami. Maja za dlugi jezyk. O wszystkim musza gadac.

No i zaczelo sie. O malo co nie wykopala mnie z domu. Jestem wedlug niej zwyklym gnojkiem, bo wygadalem sie jej siostrze. A poza tym to ona ma do mnie wieksze prawo, bo byla pierwsza. Strasznie to skomplikowane. Nigdy nie bylem zbyt mocny w tych wszystkich wartosciach etycznych, prawach i obowiazkach. Jestem cynikiem. Tak jest prosciej. Przynajmniej dla mnie jest prosciej.

Wreszcie udalo mi sie jakos zmienic temat. Zeszlo na Brazylie. Caridad dostala propozycje, by przez rok trenowac malych Brazylijczyków w jakims miescie pod Sao Paulo. Sprawdzilismy to miasto na mapie. Wyglada, ze jest rzeczywiscie niedaleko. „Dam ci pare listów do moich przyjaciól w Sao Paulo. Spotkasz sie z nimi i oni ci pomoga. To bardzo fajni ludzie”. Troche sie uspokoila, a potem nawet odprowadzila mnie pare przecznic. Hayda mieszkala na samych peryferiach i szlo sie do niej spory kawal drogi. W koncu Caridad zostawila mnie i powiedziala: „Dalej pójdziesz prosto. Po drodze bedzie takie stare mango i tam skrecisz w lewo, a potem zapytasz o cegielnie”.

Tak tez zrobilem. Przeszedlem przez to cale osiedle, w którym mieszkali naprawde biedni ludzie, ale przynajmniej odpowiadali na moje pytania i wyprowadzili mnie z tego labiryntu blaszanych baraków, przegnilych drewnianych bud i slumsów z odpadów z cegielni. Hayda akurat sie kapala. Otworzyla mi drzwi w samych majtkach i biustonoszu. Byla jeszcze mokra. Nie wiem, czy w ogóle zamienilismy choc pare slów. Od razu zaczelismy od rzniecia. Fajnie bylo. Kilka razy pozwolilem jej dojsc. Najpierw jezykiem. Az trudno uwierzyc, ale to juz jej wystarcza. Eksploduje, gdy tylko jej przejade jezykiem po lechtaczce. To byl dopiero pierwszy orgazm. Bez pospiechu robilem dalej swoje. Lubie te kobiete. Potem zwykle odwraca sie i staje na czworakach, bym mógl jej wsadzic od tylu. Juz dawno sie domyslilem, ze z mezem — od trzech lat byla mezatka — nie moze sobie na to pozwolic. Murzynski kutas to murzynski kutas i nie do wszystkich akrobacji sie nadaje. Cholernie sie pocilismy. Mieszkanie Haydy to ciasna i niska nora. Dwa pokoiki i lazienka. W koncu juz nie wytrzymalem i wystrzelilem. Wszystko bylo jak zwykle. Zawsze gdy sie spuszczam, krzycze jak zdesperowany i autentyczny wariat. Jakbym wzlecial pod slonce, a potem runal na ziemie. Jak Ikar, któremu roztopily sie skrzydla. Uf! Skonczylismy. Wyczerpani, przez dluzsza chwile lezelismy na plecach i patrzylismy w sufit. Prawde mówiac, to ja bylem wyczerpany, bo ona chyba nie bardzo. Ona jest niezmordowana. Dla niej dziesiec orgazmów pod rzad to nic. Zawsze chcialaby jeszcze. Przerazliwy byl jednak ten upal.

—Skorzystaj, ze jest woda, i umyj sie — powiedziala.

Nigdzie nie widzialem mydla, wiec zapytalem o nie.

—Nie ma mydla, Pedrito. Juz zapomnialam, kiedy bylo.

—I co? Myjesz sie sama woda?

—A co mam robic?

Nalalem wody do blaszanej puszki i kilka razy polalem sie z góry na dól. Niewiele to pomoglo. Sama woda nie zmywa potu i caly ten jego zapach pozostaje. Wytarlem sie i ubralem. Hayda zrobila to samo. Usiedlismy, by troche porozmawiac.

—Chyba pojade do Hawany, by zapolowac na ulicy. Ja juz tak dluzej nie moge.

—Zwariowalas? Ty sie nie nadajesz, do tego trzeba miec specjalny dryg…

—Ale posluchaj… Zostaly mi dwie pary majtek, i to calkiem podartych. Zupelne sito. Nie mam mydla, nie mam jedzenia, nie mam nic. W tej mojej poliklinice pracuje chyba z rozpedu. Sama nie wiem, po co. Tak sie nie da zyc… A do tego mój maz to kompletny glupek… Ja go juz nie trawie.

—Hayda, on niekoniecznie jest glupek. Po prostu takie sa czasy. Nie jest latwo zdobyc pare dolarów.

—Wiem. Ale trzeba sie przynajmniej postarac. Jasne, ze nikt ci ich sam nie przyniesie. On nie robi nic. Siadzie sobie przed domem, zapali, golnie rumu, jak akurat jest. Uchleje sie jak swinia. A potem nie jest nawet w stanie sie pieprzyc. Po cholere mi taki maz?

—Kurwa mac! A nie móglby tak sobie sprawic wieprzka? Pohodowac go, sprzedac… Pokombinowac troche.

—Skad! Nie. On nie zrobi nic, palcem nie ruszy. Czasami mi sie wydaje, ze to jakis cofniety umyslowo… No wiec co ty na to? Gdybym tak pojechala do Hawany…?

—Sluchaj, daj sobie spokój. Nawet o tym nie mysl. Rynek jest juz zapchany. W Hawanie masz kupe dwudziestek, które wygladaja jak modelki. Sliczne i zgrabne dziewuchy, które potrafia robic takie rzeczy, o jakich sie tobie nie snilo. Maja uklady z policja, z taksówkarzami, z portierami w hotelach. W ogóle o tym zapomnij.

—Kurde, Pedro, no to co ja mam robic?

Podsunalem jej pomysl, by cos pichcila na sprzedaz. Wszyscy w Hawanie chodzili wyglodzeni. Za cokolwiek do zarcia placiliby jak za woly.

—Sluchaj, ja ci pomoge. Znam ludzi, którzy maja zielone i sa gotowi je wydac, byle tylko cos wrzucic na ruszt. No cóz, raz na tydzien bedziesz musiala przyjechac do Hawany… Niewielka fatyga.

Gadalismy jeszcze, az zrobilo sie ciemno. Myslalem, ze w koncu przyjdzie jej maz. Moglibysmy sie upic w trójke, moze troche potanczyc. A potem bysmy sie pobawili. Ona w lózku zawsze mi o tym opowiada. Mówi, ze chetnie by sie przespala z nami obydwoma. Ja wzialbym ja od tylu, a on od przodu. Bardzo sie napalam, kiedy o tym slysze. W koncu jednak facet sie nie pojawil, wiec wyszedlem. Wygladalo, ze na wieczór Hayda ma tylko troche ryzu, i jakos glupio mi bylo. Potem juz nie mialem z nia kontaktu. Minelo pare miesiecy i nie przyjechala do Hawany. Niektórzy maja chyba jakis defekt w mózgu. Zupelnie nie umieja robic interesów i w koncu umieraja z glodu.

© Pedro Juan Gutiérrez

Fragment ksiazki Brudna trylogia o Hawanie

Fragmenty Wspomnienie czulosci

 

 
   
   
Arriba